sobota, 22 czerwca 2013

083. Liam

     Cała zapłakana przemierzałam ulice Londynu. Jak on mógł mi to zrobić?! Wyjechałam ledwo na trzy dni a on już sprowadził sobie do domu panienkę!. Ale to nie była 'jakaś tam' panienka. To była jego ex dziewczyna, z którą zerwał, by być ze mną. 
     Moje plany troszkę się zmieniły i zamiast wrócić pojutrze w południe wróciłam dziś wieczorem. Bardzo cieszyłam się, że wreszcie zobaczę mojego ukochanego, że go przytulę, poczuję jego zapach, usłyszę jego głos, posmakuję jego ust. 
     W domu było ciemno, tylko z pokoju mojego chłopaka dochodziły jakieś dźwięki, jakby ciche pomruki. Postanowiłam to sprawdzić. Gdy otworzyłam drzwi, zobaczyłam jak Samantha, jego była robi mu dobrze ustami. Gdy tylko mnie zobaczyli od razu się od siebie odsunęli. On zaczął zaprzeczać, że to nie tak, że ona go do tego namówiła, podczas gdy ta suka zaczęła się ubierać. Ale jak mogłam uwierzyć w te brednie?! Przyłapałam ich przecież na gorącym uczynku! Po chwilowym szoku dotarło do mnie to, co się właśnie stało i łzy mimowolnie zaczęły lecieć z moich oczu. Wybiegłam z pokoju Andrew i wpadłam do mojego. Szybko spakowałam  do walizki najpotrzebniejsze rzeczy i wyszłam z mieszkania. 
    Nogi powiodły mnie do parku, w którym często przesiadywałam. Usiadłam pod ogromnym dębem. Tak, jest ulewa, burza a ja siedzę sobie pod drzewkiem. To głupie, ale chciałam zginąć. Wiedziałam, że już mu nie wybaczę. On był dla mnie całym światem, sercem i duszą. Kochałam go całą sobą, a co on dał mi w zamian? Zdradę! 
     -Co taka piękna dziewczyna robi sama w parku, w burzę, z walizką i to jeszcze o tej godzinie?-spytał męski głos, który wyrwał mnie z zamyślenia. Spojrzałam na zegarek. Rzeczywiście, siedziałam tu już bite trzy godziny. 
-Siedzę. Nie widać?-spytałam z nutką ironii. 
     Podniosłam głowę i spojrzałam na mężczyznę stojącego przede mną. Jego brązowe oczy były pełne troski, włosy miał tego samego koloru co oczy, krótko przystrzyżone. Jego rysy twarzy były bardzo ładne-takie delikatne... Dość wąskie usta i zgrabny nos dopełniały policzki, lekko już zaróżowione od chłodnego deszczu. 
-Ale nie siedzisz tu bez powodu, mam rację?-ukucnął i podniósł mój podbródek-płakałaś? Coś się stało? 
     W tamtym momencie nie wytrzymałam-zaniosłam się płaczem i schowałam głowę w jego ramię. Gdy trochę się uspokoiłam postanowiłam opowiedzieć mu całą historię: od poznania, pierwszej randki, zostania parą aż do dziś. Chłopak cały czas słuchał-nie przerywał. Czasem tylko pokiwał głową w geście zrozumienia. Był na prawdę miły. Nie każdy chłopak tak by się zachował, prawda? Przedstawił się jako Liam i zaproponował, że zawiezie mnie do jego domu-tam wyschnę, napiję się gorącej czekolady i razem obmyślimy, 'co z tym fantem zrobić'. 
-Ale ostrzegam-powiedział prowadząc mnie do auta-mieszkam jeszcze z czwórką innych chłopców. Oni są totalnymi szaleńcami, więc nie przestrasz się ich, ok?
-Ok-odpowiedziałam i ruszyliśmy w drogę. 


     Od tamtej pory mieszkam razem z One Direction. Mam tam własny pokój i łazienkę, a w zamian za gościnę przystanęli na moją propozycję: będę im gotowała, sprzątała i prała. Nie przeszkadza mi rola 'gosposi' w ich domu, chociaż już nie raz zdarzało się, że musiałam sprzątać ich wymiociny z podłogi, gdy za mocno zabalowali. 
     Pomimo wszystko bardzo mi się tam podoba. Świetnie dogaduję się ze wszystkimi członkami zespołu. Są śmieszni, weseli, mili i pozytywnie zakręceni! To wszystko razem, połączone w piątkę chłopaków daje prawdziwy dynamit-na scenie jak i poza nią. 

     Przez cały ten czas prawie zapomniałam o Andrew i tak szczerze to nie interesuje mnie to, co on teraz robi. Kilka razy próbował ze mną porozmawiać, ale zawsze go olewałam. I dobrze mu tak, niech też trochę pocierpi. 


♣♣♣
Końcówkę spieprzyłam, z resztą tak jak cały imagin :( Przepraszam 

Skarllex ♥

Kilka informacji :)

Hello!



Jestem już, wróciłam z nową siłą do pisania i kilkoma nowinkami! Więc:

Po 1. i najważniejsze, postanowiłam usunąć dwie adminki: Emily i Majkę. Podczas mojego urlopu-a to był miesiąc- nic się na blogu nie pojawiło. Nic a nic. ŻADNEJ NOTKI.
Pewnie teraz myślicie 'a co z Wiką? Ona też nic nie dodawała' Otóż Wika poinformowała na swoim blogu, iż ma problemy z internetem, szlabany za oceny itp. i ledwo co wchodzi na kompa. Rozumiem to i jej nie wyrzucam.

Po 2. Na prawdę przepraszam za mój urlop. Nie miałam ani weny ani chęci naskrobać cokolwiek. No wiecie: szkoła, oceny, ostatnie poprawki itp. Do tego na zielonej poznałam takiego fajnego chłopaka, rok młodszego ode mnie i po prostu się zakochałam. przez cały ten czas pisaliśmy i... dziś jesteśmy parą <3 Także ten, no, brak czasu, przepraszam ;___;

Po 3. Nowa nazwa i adres bloga. Cóż, postanowiłam, że przydałby się adres krótszy i oto z illtakeyoutoanotherworldimaginy.blogspot.com powstało polish-imagines-1D.blogspot.com! Krótki i mam nadzieję prosty adres jest, nazwa też zmieniona! Z "I'll take you to another world" na "Polskie imaginy o Noe Direction ♥"! Mam nadzieję, że  to nie przysporzy wam kłopotów ze znalezieniem tego bloga :)

Po 4. Kolejny imagin już się szykuje! Czekajcie cierpliwie!

Po 5. NABÓR NA STAŻ ZNÓW OTWARTY!  Wejdźcie do zakładki 'NABÓR' i czytajcie!



Kocham Was, Skarllex ♥

czwartek, 23 maja 2013

082. SUCHARY ;p

Wybaczcie, że musieliście czekać, ale brak weny, zawody i nauka mnie wykończą ;c
A tak z całkiem innej beczki, podam wam kilka sucharów! ;p Proszę o komentarze!

~~*~~
1. Idzie Malik koło lustra i się nie przejrzał

2. Kim będzie Niall w przyszłości?
Dietetykiem!

3. Louis: Nie lubię marchewek!

4. Harry: Falalalalalalala, ja wcale nie jestem zboczony!

5. Jak nazywa się nerka Liama?
Directionerka!

6.*nauczycielka na sprawdzianie*
ona: poprawne odpowiedzi macie zaznaczyć ptaszkiem!
Harry: No dobrze, ale długopisem też można, nie?

7. Zayn: Nie pierdol, wcale się nie upiłem!
reszta:NAPEŁNIŁEŚ WANNĘ WODĄ I WRZUCIŁEŚ TAM LUX KRZYCZĄC, ŻE TRZEBA TOPIĆ DZIECI!

8. Niall: Nie b...
Louis: Tak, byłeś aż tak pijany!
~~*~~

Przepraszam, są głupie i wcale nie śmieszne ;__; Nie wiem, co się ostatnio se mną dzieje. Brak mi pomysłów i chęci na cokolwiek i zastanawiam się nad tym, czy nie zaprzestać pisania...

sobota, 18 maja 2013

081. Harry 18+

      Ostre hamowanie. Włączone poduszki powietrzne.
       – Zabijesz nas, Harry! – warknęłam – Albo to moi rodzice zabiją nas, bo jedziemy ich samochodem bez ich wiedzy, niszcząc go totalnie i... cholera! To dżdżownica? – zapytałam, z niedowierzaniem patrząc na kokpit czarnego mercedesa.

       – Przecież mam prawko... – wypiął dumnie pierś.

       – ...które dostałeś dzisiaj rano po jedenastu nieudanych próbach – wtrąciłam z przekąsem.
       – Ale i tak mnie kochasz. – zaśmiał się i pocałował mnie w policzek.
       – No wiesz, muszę się zastanowić, Harry... – zaśmiałam się i moje usta powędrowały do jego warg. On z tyłu zamknął drzwi i na chwilę się ode mnie odkleił, by zaraz przekręcić klucz w stacyjce. Popchnęłam wejście do samochodu. Zamknięte.
       – Potwór! – zachichotałam. Przerwał mi namiętnym pocałunkiem. Objęłam nogami jego biodra i wymacałam rączkę, którą oddalało się oparcia foteli i ustawiłam to na maxa. Z samochodu zrobiło się "mini łózko". Wsadził mi duże ręce pod cienką podkoszulkę i sprawdził, czy mam na sobie stanik. Poczułam, jak biustonosz powoli zsuwa się w dół. Nie pozostałam mu dłużna i szybko ściągnęłam z niego t-shirt. Położył się, a ja usiadłam na nim okrakiem. Zaczęłam całować jego szyję, jednak po chwili zjechałam na jego klatkę piersiową. Zdjął ze mnie jeansy. Obrócił się tak, że teraz to on był na górze. Nawet nie zauważyłam, kiedy pozbył się mojej koszulki. Powoli rozpięłam jego rurki i zrzuciłam je. Teraz oboje byliśmy tylko w dolnej partii bielizny. Chwycił w dłoń moją pierś i delikatnie ją ugniótł. Jęknęłam cicho, podniecona.
       – Chwila – szepnął i rozejrzał się niespokojnie.
       – Mamy przyciemniane szyby, baranie. – zaśmiałam się.
Przejechał nosem po moim brzuchu, wodząc po nim przy okazji językiem. Zmusiłam go, by na mnie spojrzał i mocno go pocałowałam. Ostrożnie, lekko zagryzłam jego wargę, na co odpowiedział chichotem. Wsunęłam palce w jego bokserki i zdecydowanym ruchem je ściągnęłam. On, nie przerywając przyjemnej czynności, wyjął ze swoich spodni leżących gdzieś niedaleko paczuszkę prezerwatyw.
       – Obejdzie się – wymruczałam mu do ucha i rzuciłam gumki na kokpit.
       – Skoro tak uważasz...
Przejechał palcem po moich koronkowych majtkach i, bawiąc się chwilę, zdjął je ze mnie. Postanowiłam przejąć inicjatywę i obróciłam się. Wsadziłam sobie do buzi jego "koleżkę" i zaczęłam się bawić językiem, poruszając nim rytmicznie w dół i w górę. Jęknął podniecony i po kilku chwilach znów wrócił na wcześniejsze miejsce. Zarzuciłam mu ręce na szyję i oboje usiedliśmy. Przejechałam palcami po każdym mięśniu i tatuażu lokatego. Pociągnął moje biodra w dół, swoje zaś w górę i zaczął we mnie wchodzić. Najpierw delikatnie, jakby się bał, że coś mi zrobi. Potem zaczęło się to przeradzać w coraz bardziej dzikie. Krzyczałam i jęczałam, żeby nie przestawał. Zadawał coraz to ostrzejsze pchnięcia. Poczułam się spełniona. Przyśpieszyłam opadanie moich bioder i wtopiłam paznokcie w skórę jego pleców. Przejechałam po nich. Mężczyzna odsunął się i oboje, mniej więcej kilka sekund po sobie wypuściliśmy orgazm. Zdyszani położyliśmy się na fotelu. Zaczął masować mi plecy i wodzić rękoma po moich intymnych miejscach.
       – Byłaś niesamowita, [T. I].

Od Emily Styles; Dawno nie było erotycznych, no to...

CZYTASZ = KOMENTUJESZ!

Więc, przyjmuję zamówienia. Piszcie, a postaram się szybko napisać.

080. Harry




"Miłość od pierwszego wejrzenia kończy się często małżeństwem do ostatniego westchnienia."

        Zima. Biały puch okrywa wszystko wokół, mróz szczypie w policzki. Jednak pomimo tego ja i tak kocham ta porę roku. Gdy byłam mała lepiłam z rodzicami bałwany, rzucaliśmy się śnieżkami i robiliśmy orły na śniegu. W zimę też zginęli. Jednak gdyby nie ich wypadek, nie poznałabym Harry'ego. Ten szatyn z burzą loków na głowie pomógł mi się podnieść po ich śmierci, pokazał, że życie nadal może być piękne...

- TI! Pośpiesz się! – poganiała mnie moja rodzicielka. Szybko zebrałam swoje rzeczy i zbiegłam na dół, gdzie przy drzwiach stał stos kolorowych walizek. Spojrzałam na mamę. Zawzięcie szukała czegoś w torebce, klnąc przy tym jak szewc. Jak mniemam trwały poszukiwania kluczyków do samochodu…
- Zdajesz sobie sprawę, że tata już dawno siedzi za kierownicą? – uniosłam brwi ku górze.
- A no rzeczywiście… Gdzie ja mam głowę? – westchnęła głęboko. – No już, już. Szybciutko, bo się spóźnimy na samolot. – wprost wypchnęła mnie za drzwi.
            Płatki śniegu przylepiały mi się do włosów i pokrywały większą cześć czarnego płaszcza, który w tym momencie na sobie miałam. Powoli wsiadłam do pojazdu, zapięłam pasy i włożyłam do uszu słuchawki. Rozbrzmiewały pierwsze dźwięki Dani Kalifornia, Red Hot Chili Peppers.
- Getting born in the state of Mississippi. Papa was a copper. And Mama was a hippie. In Alabama she would swing a Hammer. Price you gotta pay when you break the panorama… - zaczęłam nucić pod nosem i przymknęłam powieki. 

Mam jakiś dziwny sentyment do tej piosenki. Za każdym razem, gdy ją słyszę przypomina mi się tamta chwila…

Nagle poczułam silne uderzenie. Gwałtownie otworzyłam oczy i spostrzegłam, że nasz samochód wpadł pod ciężarówkę. Cały przód był wgnieciony, a rodzice stracili przytomność. nie mogłam się poruszyć. Krzyczałam, piszczałam i starałam się nie rozpłakać. Niestety. Na marne. Po moich policzkach polał się strumień słonych łez. Jedyne co pamiętam dalej to ciemność. Ciemność, która przesądzi o moim losie...
~*~
             Obudziłam się w szpitalu. Wszystko mnie bolało. Otaczały mnie białe ściany. Jedyne co pamiętałam, to widok nieprzytomnych rodziców.
- Panie doktorze, obudziła się. - usłyszałam zachrypnięty, męski głos. Obróciłam się w stronę skąd dochodził i ujrzałam wysokiego szatyna o kręconych włosach, z zielonymi oczami i pełnymi, malinowymi ustami. Ubrany był w biały fartuch. Pielęgniarz. Tak sądzę.
- Co z moimi rodzicami? - spytałam cicho. Mój głos był słaby. Ledwo co mogłam cokolwiek wydusić.
- Przykro mi... Nie żyją. - chłopak spuścił głowę w dół. W moich oczach zebrały się łzy. "Nie, to nie może być prawda..." - pomyślałam. "Oni żyją! Zaraz tutaj przyjdą!" - krzyczała moja podświadomosć, jednocześnie próbując oszukać rzeczywistość. - Wiem jak się teraz czujesz. Też straciłem rodziców w wypadku. Ale.. to nie jest jeszcze koniec świata. - usiadł przy moim łóżku i chwycił mnie za dłoń. - Wszystko się ułoży.
- Nie ma ich. - szepnęłam bardziej do siebie, niż do niego. Nic nie odpowiedział. Poprawił mi tylko poduszkę i pierw wstając ze szpitalnego, białego taboretu wyszedł. 

             Parę dni później odbył się ich pogrzeb. Stałam przy ich trumnie, a po moich policzkach płynęły łzy, których w jakikolwiek sposób nie mogłam powstrzymać. Ludzi składali mi kondolencje, a ja tylko pomrukiwałam 'mhm', 'tak', 'poradzę sobie'... Właśnie straciłam dwie najbliższe mi w życiu osoby, ale tak, poradzę sobie.
- Wszystko w porządku? - usłyszałam znajomy głos. 
- Co tutaj robisz? - mruknęłam i wbiłam wzrok w czubki swoich butów. 
- Przyszedłem... Do ciebie... - nabrał powietrza w płuca, a po chwili z powrotem, głośno je wypuścił. - Dasz sobie sama radę? Masz dopiero siedemnaście lat...
- Skąd to wiesz? - warknęłam spoglądając na niego. W tym momencie zauważyłam jaki jest przystojny. Gładka twarz, której policzki są zaczerwienione i piękne oczy, w których tlą się iskierki... współczucia?
- Jestem pielęgniarzem, opiekowałem się tobą, przez ten czas, gdy byłaś w śpiączce. - uśmiechnął się lekko. - To jak? Poradzisz sobie sama?
- Nie. Oczywiście, że nie... Co to za głupie pytanie? - prychnęłam.
- Przepraszam, więcej nie będę. - poprawił swoje włosy. - Chodź. - wyciągnął w moją stronę rękę.
- Gdzie?
- Zobaczysz... - przygryzł dolną wargę.
- Nie znam cię i od tak mam ci zaufać? - zacisnęłam usta w wąską linię, po czym chwyciłam jego dłoń. - Zaryzykuję.
              Pociągnął mnie za sobą. Przeszliśmy przez cały cmentarz, minęliśmy kościół i zatrzymaliśmy się dopiero na skraju lasu. Zdziwiłam się. No i jednocześnie wystraszyłam... Wokół nas rosły tylko drzewa. Nic więcej. Rozejrzałam się nerwowo.
- Nie bój się. - usłyszałam cichy szept koło mojego ucha. Jego ciepły oddech na mojej szyi przyprawiał mnie o dreszcze. Przyjemne rzecz jasna... - Zamknij oczy i otwórz je dopiero, gdy ci pozwolę. - poprowadził mnie do przodu.
               Szliśmy w milczeniu. Słychać było tylko bicie jego serca i mój oddech. Jego dłoń była ciepła. Idealnie pasowała do mojej, małej, chłodnej ręki.
- To tutaj. - zatrzymał się w pewnym momencie. Otworzyłam powoli oczy i ukazał mi się niesamowity widok na Londyn. Nie wiem gdzie byliśmy. W każdym bądź razie z tego klifu doskonale widać całą panoramę tego miasta.
- To jest cudownie. Skąd znasz to miejsce? - spojrzałam na niego z przymrużonymi oczami.
- Widzisz te dwa krzyże? - wskazał głową na obiekty za mną. - Moi rodzice. Tutaj zginęli i tutaj ich pochowano. - wzruszył ramionami. - Ale ja się nie poddałem. Każdy z nas ma jakąś ranę, każdy jest jakoś skaleczony, czy przez życie, czy przez drugiego człowieka. Każdy z nas chociaż raz nie mógł wytrzymać z bólu, który rozrywał go od wewnątrz. Każdy z nas płakał wniebogłosy. Każdego z nas zjada frustracja, bo jest bezsilny w danej kwestii. Każdy z Nas cierpi, jesteśmy tylko ludźmi. Zwykłymi, szarymi istotami, które kochają, nienawidzą, i czują, i właśnie to Nas zabija. Uczucia. - spuścił głowę w dół i pozwolił, by jego loki opadały mu na twarz. - Nawet nie wiem czemu ci to wszystko mówię... Może dlatego, że miałem dokładnie tyle lat co ty, gdy zmarli. Nie radziłem sobie. Próbowałem popełnić samobójstwo. Uratowali mnie sąsiedzi. Nie chcę byś popełniła mój błąd. Co z tego, że cię nie znam? Mam tendencję do martwienia się o wszystko i wszystkich. – zaśmiał się, po czym podszedł do mnie i uniósł mój podbródek ku górze. Jego oddech ogrzewał moją twarz, a usta zbliżały się do moich. Już po chwili poczułam ich smak. Zatopiłam się w jego lepkich wargach. Nasze języki zaczęły współpracować. Nie liczyło się nic. Tylko my dwoje. Co z tego, że mróz szczypał w policzki, śnieg wirował w powietrzu, a my tam marznęliśmy? Grunt, że byliśmy razem. Wreszcie znalazłam kogoś kto mnie zrozumie…

- O czym tak myślisz? - spytał Harry siadając obok mnie.
- O naszym pierwszym spotkaniu, pocałunku... - zaśmiałam się. - Pamiętasz to?
- Jakbym mógł zapomnieć? W końcu dopiero na trzeciej randce spytałaś się mnie o imię. - pocałował mnie w czubek głowy. - Kiedy to było...
- Dawno, dawno temu...
~`~`~`
I co myślicie? Mi się w miarę podoba. Chociaż Harry'ego nie ma za dużo.:* Przepraszam, ze w ostatnim czasie nic nie dodaję, ale rozumiecie: szkoła, oceny itp. A zagrożenie z matmy samo się nie poprawi. Haha. Dobra. Mniejsza o to. 6 komentarzy - następny imagin. A tak ni chu*ja żebym wstawiła.xoxo

czwartek, 16 maja 2013

079. Louis

Wcale a wcale nie komentujecie! WSTYD I HAŃBA! Dlatego imagin jest tak późno...
Imagin z dedykacją dla ANONIMKA, który poprosił o to pod poprzednim imaginem. Miał być +18, ale nie mogłam niczego takiego sklecić. Chyba ja już nie będę takich pisała...
ORAZ DLA MOJEGO KOCHANEGO SŁONECZKA, @natt_lipsbloow. KOCHAM CIĘ SKARBECZKU ♥♥♥
~~*~~

-Aaaaagh!-jęknęłam i wbiłam paznokcie w tylną kanapę Range Rover'a Louisa, tym razem ze zdwojoną siłą.-Szybciej kochanie! Już długo nie wytrzymam!
-Staram się, ale nie postawię syreny na dachu ani nie krzyknę przez megafon "Z DROGI, MOJA ŻONA RODZI!", aby ludzie dali mi miejsce do szybkiego dotarcia do szpitala.-odpowiedział i jeszcze bardziej skupił się na manewrowaniu między samochodami.
-Wiem... AŁĆ!-chwyciłam się za brzuch, który jeszcze porządnie nie urósł.
     To był dopiero początek ósmego miesiąca mojej ciąży. Nie wiem dlaczego Savannah-bo tak nazwaliśmy naszą córeczkę-pcha się już na świat. Źle jej tam?!
     Skurcze coraz bardziej się nasilały, wody powoli odchodziły. Savi przewracała się w moim brzuchu, miałam bardzo złe przeczucia. Na całe szczęście Tommo przed chwilą zaparkował na podjeździe i w tej chwili wracał ze sztabem lekarzy i łóżkiem. Starali się przenieść mnie jak najdelikatniej, ale oczywiście bolało. Jak cholera. Dalej pamiętam tylko kobietę ubraną cała na biało, która podała mi jakiś środek na sen. Później już tylko ciemność...

                                        *perspektywa:Lou*

                                                     

-Który miesiąc?-spytał lekarz, który akurat był na dyżurze.
-Ledwo skończył się siódmy. Znaczy, początek ósmego. Coś się stało?
-Na razie nic nie wiemy. Trzeba zrobić prześwietlenie, ale wydaje mi się, że bez cesarki się nie obejdzie-pobladłem.
-Ale wszystko będzie dobrze, tak?-dopytywałem się. Było widać, że ten facet ma mnie powoli dość.
-Nie mogę panu niczego zagwarantować. A teraz przepraszam, muszę iść. Gdy tylko będzie coś wiadomo pielęgniarka panu o tym powie. Jak na razie żegnam-powiedział i udał się... gdzieś.
     Zostałem na szpitalnym korytarzu sam, cały roztrzęsiony i pełen obaw. Bardzo bałem się, że coś stanie się moim kobietom-[T.I] i tej JESZCZE nienarodzonej. Powtarzałem sobie w duszy, ze to nie jest możliwe, że to się nie stanie. Modliłem się, aby nic złego się nie wydarzyło. Moja rozmowa z Bogiem wyglądała mniej więcej tak:
     "Wiem, że nie chodzę do kościoła i na prawdę rzadko... No dobra-wcale się do ciebie nie zwracam, ale to jest wyjątkowo ważne. Proszę cię, błagam, niech one z tego wyjdą! Kocham je najbardziej na świecie! Jeśli coś im się stanie to... Nie wiem, co wtedy. Będę najnieszczęśliwszym facetem na Ziemi.
     Ja się poprawię! Będę chodził do kościoła itp., tylko BŁAGAM CIĘ! Niech wszystko będzie dobrze..."
     No, mniej-więcej. moje zamyślenie przerwała pielęgniarka, którą przysłał tamten lekarz-tak jak obiecał.
-I?-wstałem, gdy tylko ją zobaczyłem
-Dziecko nie ma w pełni wykształconych narządów, ponieważ urodziło się jako wcześniak, ale jest zdolne żyć. Teraz leży w inkubatorze a pana żona jest w śpiączce, bo straciła za dużo krwi. Ale spokojnie, wszystko w porządku. Mała poleży tu około trzech miesięcy i będziecie mogli ją państwo zabrać do domu.
-Jak dobrze! Dziękuję pani!-uściskałem ją i pocałowałem w polik.
-Chce pan zobaczyć córeczkę?
-Oczywiście. Mogę?
-Tak. Proszę za mną. Ale niech się pan zachowuje cicho!-ostrzegła i zaprowadziła mnie pod odpowiednie drzwi.
     Zobaczyłem malutką istotkę, która spokojnie spała. Była taka... bezbronna, słaba, delikatna. Miała zamknięte oczka i pieluszkę na sobie. Wyglądała bardzo uroczo. I pomyśleć, że to była właśnie moja córka! Kocham dzieci i mam nadzieję, że Savannah nie jest ostatnim maluchem, którego spłodziłem razem z [T.I].

~~*~~
I jak? Podoba się? Według mnie nie jest najgorszy :)

NOWY WYGLĄD BLOGA!
Podoba wam się? Mnie osobiście bardzo :) SETYVGUBHBHVGCXDRSDBHBGVYDXRSDVYGBUHNIJHBU!

ZASADA!: 11 komentarzy=następny imagin by Skarllex :)



Skarllex ♥

piątek, 10 maja 2013

078. Liam

Przepraszam, brak weny ;________;

                                                                ♣♣♣

-Cześć chłopcy!-krzyknęłam, gdy tylko przekroczyłam próg ich domu.
-[T.I]!-usłyszałam ich głosy dochodzące z salonu, toteż tam właśnie się udałam.
     Siedzieli wszyscy razem na kanapie grając w jakąś grę na konsoli i zajadając się małymi kanapeczkami w kształcie trójkątów. "Jak dzieci..." pomyślałam.
-Mogę się dosiąść?-spytałam i nie czekając na odpowiedź klapnęłam na fotel, wzięłam sterownik do ręki i zaczęłam bawić się z nimi.
-WYGRAŁAM!-wydarłam się odtańczając taniec zwycięstwa.
-Coś ty dzisiaj taka szczęśliwa?-spytał Hazz dźgając mnie dla żartów palcem w brzuch.
-Chcecie wiedzieć?
-Pewnie!-powiedzieli chórem.
-No więc...-wstrzymałam oddech-idę jutro na randkę!
     Wszyscy oprócz Liama podskoczyli do góry i zaczęli mnie ciskać, gratulować i zasypywać pytaniami.
-Dobra, cicho wszyscy!-Louis podniósł głos-Po kolei. Najpierw ja. Jak on się nazywa?
-Matt Anderson. Takie ciacho...-jęknęłam.
     W szale odpowiadania nie zauważyłam, że nigdzie nie ma Liama. Niestety, było już tak późno, że nie mogłam go poszukać. Inaczej nie wyspałabym się na randkę! Szybko wyszłam z willi chłopaków i udałam się do swojego domu. Wzięłam prysznic, umyłam włosy, przebrałam się w pidżamkę i odpłynęła w błogi sen...


-Randka z Mattem udała się wspaniale. On jest taki uroczy i słodki!-opowiadałam moim przyjaciółkom po powrocie-Najpierw zabrał mnie do kina a później na romantyczną kolację o jego domu!
-A co z Liamem?-spytała Pattie
-A co ma być?
-Przecież widać, że mu się podobasz. I ty o tym wiesz.-dodała Mollie-Pogadaj z nim
-No dobra, dobra, pogadam...-westchnęłam


-Liaś, Pattie wyszła z inicjatywą, że ci się podobam. Dziwne, nie?-zaśmiałam się, gdy weszłam do jego pokoju.
-No wiesz...-zarumienił się.
-Co?
-To nie była inicjatywa...-Payne był wyraźnie speszony tą całą sytuacją
-Chcesz mi coś powiedzieć..?-podniosłam brwi do góry w geście wyczekiwania.
-To była prawda. Kocham cię...-zbliżył swoje usta do moich, ale w ostatnim momencie go odepchnęłam.
-Słuchaj, to urocze, ale ja tego do ciebie nie czuję. Moją miłością jest Matt, a nie ty. Przykro mi...
-Wszystko ok. Wiedziałem, że tak będzie..-spuścił głowę.
-Ej, nie martw się. Uszy do góry!-uśmiechnęłam się-Jestem pewna, że kiedyś spotkasz swoją wielką miłość. Ale to nie będę ja.

                                                                 ♣♣♣

Badziewny ;______; Ale i tak prosze o komentarze!

Skarllex ♥