czwartek, 23 maja 2013

082. SUCHARY ;p

Wybaczcie, że musieliście czekać, ale brak weny, zawody i nauka mnie wykończą ;c
A tak z całkiem innej beczki, podam wam kilka sucharów! ;p Proszę o komentarze!

~~*~~
1. Idzie Malik koło lustra i się nie przejrzał

2. Kim będzie Niall w przyszłości?
Dietetykiem!

3. Louis: Nie lubię marchewek!

4. Harry: Falalalalalalala, ja wcale nie jestem zboczony!

5. Jak nazywa się nerka Liama?
Directionerka!

6.*nauczycielka na sprawdzianie*
ona: poprawne odpowiedzi macie zaznaczyć ptaszkiem!
Harry: No dobrze, ale długopisem też można, nie?

7. Zayn: Nie pierdol, wcale się nie upiłem!
reszta:NAPEŁNIŁEŚ WANNĘ WODĄ I WRZUCIŁEŚ TAM LUX KRZYCZĄC, ŻE TRZEBA TOPIĆ DZIECI!

8. Niall: Nie b...
Louis: Tak, byłeś aż tak pijany!
~~*~~

Przepraszam, są głupie i wcale nie śmieszne ;__; Nie wiem, co się ostatnio se mną dzieje. Brak mi pomysłów i chęci na cokolwiek i zastanawiam się nad tym, czy nie zaprzestać pisania...

sobota, 18 maja 2013

081. Harry 18+

      Ostre hamowanie. Włączone poduszki powietrzne.
       – Zabijesz nas, Harry! – warknęłam – Albo to moi rodzice zabiją nas, bo jedziemy ich samochodem bez ich wiedzy, niszcząc go totalnie i... cholera! To dżdżownica? – zapytałam, z niedowierzaniem patrząc na kokpit czarnego mercedesa.

       – Przecież mam prawko... – wypiął dumnie pierś.

       – ...które dostałeś dzisiaj rano po jedenastu nieudanych próbach – wtrąciłam z przekąsem.
       – Ale i tak mnie kochasz. – zaśmiał się i pocałował mnie w policzek.
       – No wiesz, muszę się zastanowić, Harry... – zaśmiałam się i moje usta powędrowały do jego warg. On z tyłu zamknął drzwi i na chwilę się ode mnie odkleił, by zaraz przekręcić klucz w stacyjce. Popchnęłam wejście do samochodu. Zamknięte.
       – Potwór! – zachichotałam. Przerwał mi namiętnym pocałunkiem. Objęłam nogami jego biodra i wymacałam rączkę, którą oddalało się oparcia foteli i ustawiłam to na maxa. Z samochodu zrobiło się "mini łózko". Wsadził mi duże ręce pod cienką podkoszulkę i sprawdził, czy mam na sobie stanik. Poczułam, jak biustonosz powoli zsuwa się w dół. Nie pozostałam mu dłużna i szybko ściągnęłam z niego t-shirt. Położył się, a ja usiadłam na nim okrakiem. Zaczęłam całować jego szyję, jednak po chwili zjechałam na jego klatkę piersiową. Zdjął ze mnie jeansy. Obrócił się tak, że teraz to on był na górze. Nawet nie zauważyłam, kiedy pozbył się mojej koszulki. Powoli rozpięłam jego rurki i zrzuciłam je. Teraz oboje byliśmy tylko w dolnej partii bielizny. Chwycił w dłoń moją pierś i delikatnie ją ugniótł. Jęknęłam cicho, podniecona.
       – Chwila – szepnął i rozejrzał się niespokojnie.
       – Mamy przyciemniane szyby, baranie. – zaśmiałam się.
Przejechał nosem po moim brzuchu, wodząc po nim przy okazji językiem. Zmusiłam go, by na mnie spojrzał i mocno go pocałowałam. Ostrożnie, lekko zagryzłam jego wargę, na co odpowiedział chichotem. Wsunęłam palce w jego bokserki i zdecydowanym ruchem je ściągnęłam. On, nie przerywając przyjemnej czynności, wyjął ze swoich spodni leżących gdzieś niedaleko paczuszkę prezerwatyw.
       – Obejdzie się – wymruczałam mu do ucha i rzuciłam gumki na kokpit.
       – Skoro tak uważasz...
Przejechał palcem po moich koronkowych majtkach i, bawiąc się chwilę, zdjął je ze mnie. Postanowiłam przejąć inicjatywę i obróciłam się. Wsadziłam sobie do buzi jego "koleżkę" i zaczęłam się bawić językiem, poruszając nim rytmicznie w dół i w górę. Jęknął podniecony i po kilku chwilach znów wrócił na wcześniejsze miejsce. Zarzuciłam mu ręce na szyję i oboje usiedliśmy. Przejechałam palcami po każdym mięśniu i tatuażu lokatego. Pociągnął moje biodra w dół, swoje zaś w górę i zaczął we mnie wchodzić. Najpierw delikatnie, jakby się bał, że coś mi zrobi. Potem zaczęło się to przeradzać w coraz bardziej dzikie. Krzyczałam i jęczałam, żeby nie przestawał. Zadawał coraz to ostrzejsze pchnięcia. Poczułam się spełniona. Przyśpieszyłam opadanie moich bioder i wtopiłam paznokcie w skórę jego pleców. Przejechałam po nich. Mężczyzna odsunął się i oboje, mniej więcej kilka sekund po sobie wypuściliśmy orgazm. Zdyszani położyliśmy się na fotelu. Zaczął masować mi plecy i wodzić rękoma po moich intymnych miejscach.
       – Byłaś niesamowita, [T. I].

Od Emily Styles; Dawno nie było erotycznych, no to...

CZYTASZ = KOMENTUJESZ!

Więc, przyjmuję zamówienia. Piszcie, a postaram się szybko napisać.

080. Harry




"Miłość od pierwszego wejrzenia kończy się często małżeństwem do ostatniego westchnienia."

        Zima. Biały puch okrywa wszystko wokół, mróz szczypie w policzki. Jednak pomimo tego ja i tak kocham ta porę roku. Gdy byłam mała lepiłam z rodzicami bałwany, rzucaliśmy się śnieżkami i robiliśmy orły na śniegu. W zimę też zginęli. Jednak gdyby nie ich wypadek, nie poznałabym Harry'ego. Ten szatyn z burzą loków na głowie pomógł mi się podnieść po ich śmierci, pokazał, że życie nadal może być piękne...

- TI! Pośpiesz się! – poganiała mnie moja rodzicielka. Szybko zebrałam swoje rzeczy i zbiegłam na dół, gdzie przy drzwiach stał stos kolorowych walizek. Spojrzałam na mamę. Zawzięcie szukała czegoś w torebce, klnąc przy tym jak szewc. Jak mniemam trwały poszukiwania kluczyków do samochodu…
- Zdajesz sobie sprawę, że tata już dawno siedzi za kierownicą? – uniosłam brwi ku górze.
- A no rzeczywiście… Gdzie ja mam głowę? – westchnęła głęboko. – No już, już. Szybciutko, bo się spóźnimy na samolot. – wprost wypchnęła mnie za drzwi.
            Płatki śniegu przylepiały mi się do włosów i pokrywały większą cześć czarnego płaszcza, który w tym momencie na sobie miałam. Powoli wsiadłam do pojazdu, zapięłam pasy i włożyłam do uszu słuchawki. Rozbrzmiewały pierwsze dźwięki Dani Kalifornia, Red Hot Chili Peppers.
- Getting born in the state of Mississippi. Papa was a copper. And Mama was a hippie. In Alabama she would swing a Hammer. Price you gotta pay when you break the panorama… - zaczęłam nucić pod nosem i przymknęłam powieki. 

Mam jakiś dziwny sentyment do tej piosenki. Za każdym razem, gdy ją słyszę przypomina mi się tamta chwila…

Nagle poczułam silne uderzenie. Gwałtownie otworzyłam oczy i spostrzegłam, że nasz samochód wpadł pod ciężarówkę. Cały przód był wgnieciony, a rodzice stracili przytomność. nie mogłam się poruszyć. Krzyczałam, piszczałam i starałam się nie rozpłakać. Niestety. Na marne. Po moich policzkach polał się strumień słonych łez. Jedyne co pamiętam dalej to ciemność. Ciemność, która przesądzi o moim losie...
~*~
             Obudziłam się w szpitalu. Wszystko mnie bolało. Otaczały mnie białe ściany. Jedyne co pamiętałam, to widok nieprzytomnych rodziców.
- Panie doktorze, obudziła się. - usłyszałam zachrypnięty, męski głos. Obróciłam się w stronę skąd dochodził i ujrzałam wysokiego szatyna o kręconych włosach, z zielonymi oczami i pełnymi, malinowymi ustami. Ubrany był w biały fartuch. Pielęgniarz. Tak sądzę.
- Co z moimi rodzicami? - spytałam cicho. Mój głos był słaby. Ledwo co mogłam cokolwiek wydusić.
- Przykro mi... Nie żyją. - chłopak spuścił głowę w dół. W moich oczach zebrały się łzy. "Nie, to nie może być prawda..." - pomyślałam. "Oni żyją! Zaraz tutaj przyjdą!" - krzyczała moja podświadomosć, jednocześnie próbując oszukać rzeczywistość. - Wiem jak się teraz czujesz. Też straciłem rodziców w wypadku. Ale.. to nie jest jeszcze koniec świata. - usiadł przy moim łóżku i chwycił mnie za dłoń. - Wszystko się ułoży.
- Nie ma ich. - szepnęłam bardziej do siebie, niż do niego. Nic nie odpowiedział. Poprawił mi tylko poduszkę i pierw wstając ze szpitalnego, białego taboretu wyszedł. 

             Parę dni później odbył się ich pogrzeb. Stałam przy ich trumnie, a po moich policzkach płynęły łzy, których w jakikolwiek sposób nie mogłam powstrzymać. Ludzi składali mi kondolencje, a ja tylko pomrukiwałam 'mhm', 'tak', 'poradzę sobie'... Właśnie straciłam dwie najbliższe mi w życiu osoby, ale tak, poradzę sobie.
- Wszystko w porządku? - usłyszałam znajomy głos. 
- Co tutaj robisz? - mruknęłam i wbiłam wzrok w czubki swoich butów. 
- Przyszedłem... Do ciebie... - nabrał powietrza w płuca, a po chwili z powrotem, głośno je wypuścił. - Dasz sobie sama radę? Masz dopiero siedemnaście lat...
- Skąd to wiesz? - warknęłam spoglądając na niego. W tym momencie zauważyłam jaki jest przystojny. Gładka twarz, której policzki są zaczerwienione i piękne oczy, w których tlą się iskierki... współczucia?
- Jestem pielęgniarzem, opiekowałem się tobą, przez ten czas, gdy byłaś w śpiączce. - uśmiechnął się lekko. - To jak? Poradzisz sobie sama?
- Nie. Oczywiście, że nie... Co to za głupie pytanie? - prychnęłam.
- Przepraszam, więcej nie będę. - poprawił swoje włosy. - Chodź. - wyciągnął w moją stronę rękę.
- Gdzie?
- Zobaczysz... - przygryzł dolną wargę.
- Nie znam cię i od tak mam ci zaufać? - zacisnęłam usta w wąską linię, po czym chwyciłam jego dłoń. - Zaryzykuję.
              Pociągnął mnie za sobą. Przeszliśmy przez cały cmentarz, minęliśmy kościół i zatrzymaliśmy się dopiero na skraju lasu. Zdziwiłam się. No i jednocześnie wystraszyłam... Wokół nas rosły tylko drzewa. Nic więcej. Rozejrzałam się nerwowo.
- Nie bój się. - usłyszałam cichy szept koło mojego ucha. Jego ciepły oddech na mojej szyi przyprawiał mnie o dreszcze. Przyjemne rzecz jasna... - Zamknij oczy i otwórz je dopiero, gdy ci pozwolę. - poprowadził mnie do przodu.
               Szliśmy w milczeniu. Słychać było tylko bicie jego serca i mój oddech. Jego dłoń była ciepła. Idealnie pasowała do mojej, małej, chłodnej ręki.
- To tutaj. - zatrzymał się w pewnym momencie. Otworzyłam powoli oczy i ukazał mi się niesamowity widok na Londyn. Nie wiem gdzie byliśmy. W każdym bądź razie z tego klifu doskonale widać całą panoramę tego miasta.
- To jest cudownie. Skąd znasz to miejsce? - spojrzałam na niego z przymrużonymi oczami.
- Widzisz te dwa krzyże? - wskazał głową na obiekty za mną. - Moi rodzice. Tutaj zginęli i tutaj ich pochowano. - wzruszył ramionami. - Ale ja się nie poddałem. Każdy z nas ma jakąś ranę, każdy jest jakoś skaleczony, czy przez życie, czy przez drugiego człowieka. Każdy z nas chociaż raz nie mógł wytrzymać z bólu, który rozrywał go od wewnątrz. Każdy z nas płakał wniebogłosy. Każdego z nas zjada frustracja, bo jest bezsilny w danej kwestii. Każdy z Nas cierpi, jesteśmy tylko ludźmi. Zwykłymi, szarymi istotami, które kochają, nienawidzą, i czują, i właśnie to Nas zabija. Uczucia. - spuścił głowę w dół i pozwolił, by jego loki opadały mu na twarz. - Nawet nie wiem czemu ci to wszystko mówię... Może dlatego, że miałem dokładnie tyle lat co ty, gdy zmarli. Nie radziłem sobie. Próbowałem popełnić samobójstwo. Uratowali mnie sąsiedzi. Nie chcę byś popełniła mój błąd. Co z tego, że cię nie znam? Mam tendencję do martwienia się o wszystko i wszystkich. – zaśmiał się, po czym podszedł do mnie i uniósł mój podbródek ku górze. Jego oddech ogrzewał moją twarz, a usta zbliżały się do moich. Już po chwili poczułam ich smak. Zatopiłam się w jego lepkich wargach. Nasze języki zaczęły współpracować. Nie liczyło się nic. Tylko my dwoje. Co z tego, że mróz szczypał w policzki, śnieg wirował w powietrzu, a my tam marznęliśmy? Grunt, że byliśmy razem. Wreszcie znalazłam kogoś kto mnie zrozumie…

- O czym tak myślisz? - spytał Harry siadając obok mnie.
- O naszym pierwszym spotkaniu, pocałunku... - zaśmiałam się. - Pamiętasz to?
- Jakbym mógł zapomnieć? W końcu dopiero na trzeciej randce spytałaś się mnie o imię. - pocałował mnie w czubek głowy. - Kiedy to było...
- Dawno, dawno temu...
~`~`~`
I co myślicie? Mi się w miarę podoba. Chociaż Harry'ego nie ma za dużo.:* Przepraszam, ze w ostatnim czasie nic nie dodaję, ale rozumiecie: szkoła, oceny itp. A zagrożenie z matmy samo się nie poprawi. Haha. Dobra. Mniejsza o to. 6 komentarzy - następny imagin. A tak ni chu*ja żebym wstawiła.xoxo

czwartek, 16 maja 2013

079. Louis

Wcale a wcale nie komentujecie! WSTYD I HAŃBA! Dlatego imagin jest tak późno...
Imagin z dedykacją dla ANONIMKA, który poprosił o to pod poprzednim imaginem. Miał być +18, ale nie mogłam niczego takiego sklecić. Chyba ja już nie będę takich pisała...
ORAZ DLA MOJEGO KOCHANEGO SŁONECZKA, @natt_lipsbloow. KOCHAM CIĘ SKARBECZKU ♥♥♥
~~*~~

-Aaaaagh!-jęknęłam i wbiłam paznokcie w tylną kanapę Range Rover'a Louisa, tym razem ze zdwojoną siłą.-Szybciej kochanie! Już długo nie wytrzymam!
-Staram się, ale nie postawię syreny na dachu ani nie krzyknę przez megafon "Z DROGI, MOJA ŻONA RODZI!", aby ludzie dali mi miejsce do szybkiego dotarcia do szpitala.-odpowiedział i jeszcze bardziej skupił się na manewrowaniu między samochodami.
-Wiem... AŁĆ!-chwyciłam się za brzuch, który jeszcze porządnie nie urósł.
     To był dopiero początek ósmego miesiąca mojej ciąży. Nie wiem dlaczego Savannah-bo tak nazwaliśmy naszą córeczkę-pcha się już na świat. Źle jej tam?!
     Skurcze coraz bardziej się nasilały, wody powoli odchodziły. Savi przewracała się w moim brzuchu, miałam bardzo złe przeczucia. Na całe szczęście Tommo przed chwilą zaparkował na podjeździe i w tej chwili wracał ze sztabem lekarzy i łóżkiem. Starali się przenieść mnie jak najdelikatniej, ale oczywiście bolało. Jak cholera. Dalej pamiętam tylko kobietę ubraną cała na biało, która podała mi jakiś środek na sen. Później już tylko ciemność...

                                        *perspektywa:Lou*

                                                     

-Który miesiąc?-spytał lekarz, który akurat był na dyżurze.
-Ledwo skończył się siódmy. Znaczy, początek ósmego. Coś się stało?
-Na razie nic nie wiemy. Trzeba zrobić prześwietlenie, ale wydaje mi się, że bez cesarki się nie obejdzie-pobladłem.
-Ale wszystko będzie dobrze, tak?-dopytywałem się. Było widać, że ten facet ma mnie powoli dość.
-Nie mogę panu niczego zagwarantować. A teraz przepraszam, muszę iść. Gdy tylko będzie coś wiadomo pielęgniarka panu o tym powie. Jak na razie żegnam-powiedział i udał się... gdzieś.
     Zostałem na szpitalnym korytarzu sam, cały roztrzęsiony i pełen obaw. Bardzo bałem się, że coś stanie się moim kobietom-[T.I] i tej JESZCZE nienarodzonej. Powtarzałem sobie w duszy, ze to nie jest możliwe, że to się nie stanie. Modliłem się, aby nic złego się nie wydarzyło. Moja rozmowa z Bogiem wyglądała mniej więcej tak:
     "Wiem, że nie chodzę do kościoła i na prawdę rzadko... No dobra-wcale się do ciebie nie zwracam, ale to jest wyjątkowo ważne. Proszę cię, błagam, niech one z tego wyjdą! Kocham je najbardziej na świecie! Jeśli coś im się stanie to... Nie wiem, co wtedy. Będę najnieszczęśliwszym facetem na Ziemi.
     Ja się poprawię! Będę chodził do kościoła itp., tylko BŁAGAM CIĘ! Niech wszystko będzie dobrze..."
     No, mniej-więcej. moje zamyślenie przerwała pielęgniarka, którą przysłał tamten lekarz-tak jak obiecał.
-I?-wstałem, gdy tylko ją zobaczyłem
-Dziecko nie ma w pełni wykształconych narządów, ponieważ urodziło się jako wcześniak, ale jest zdolne żyć. Teraz leży w inkubatorze a pana żona jest w śpiączce, bo straciła za dużo krwi. Ale spokojnie, wszystko w porządku. Mała poleży tu około trzech miesięcy i będziecie mogli ją państwo zabrać do domu.
-Jak dobrze! Dziękuję pani!-uściskałem ją i pocałowałem w polik.
-Chce pan zobaczyć córeczkę?
-Oczywiście. Mogę?
-Tak. Proszę za mną. Ale niech się pan zachowuje cicho!-ostrzegła i zaprowadziła mnie pod odpowiednie drzwi.
     Zobaczyłem malutką istotkę, która spokojnie spała. Była taka... bezbronna, słaba, delikatna. Miała zamknięte oczka i pieluszkę na sobie. Wyglądała bardzo uroczo. I pomyśleć, że to była właśnie moja córka! Kocham dzieci i mam nadzieję, że Savannah nie jest ostatnim maluchem, którego spłodziłem razem z [T.I].

~~*~~
I jak? Podoba się? Według mnie nie jest najgorszy :)

NOWY WYGLĄD BLOGA!
Podoba wam się? Mnie osobiście bardzo :) SETYVGUBHBHVGCXDRSDBHBGVYDXRSDVYGBUHNIJHBU!

ZASADA!: 11 komentarzy=następny imagin by Skarllex :)



Skarllex ♥

piątek, 10 maja 2013

078. Liam

Przepraszam, brak weny ;________;

                                                                ♣♣♣

-Cześć chłopcy!-krzyknęłam, gdy tylko przekroczyłam próg ich domu.
-[T.I]!-usłyszałam ich głosy dochodzące z salonu, toteż tam właśnie się udałam.
     Siedzieli wszyscy razem na kanapie grając w jakąś grę na konsoli i zajadając się małymi kanapeczkami w kształcie trójkątów. "Jak dzieci..." pomyślałam.
-Mogę się dosiąść?-spytałam i nie czekając na odpowiedź klapnęłam na fotel, wzięłam sterownik do ręki i zaczęłam bawić się z nimi.
-WYGRAŁAM!-wydarłam się odtańczając taniec zwycięstwa.
-Coś ty dzisiaj taka szczęśliwa?-spytał Hazz dźgając mnie dla żartów palcem w brzuch.
-Chcecie wiedzieć?
-Pewnie!-powiedzieli chórem.
-No więc...-wstrzymałam oddech-idę jutro na randkę!
     Wszyscy oprócz Liama podskoczyli do góry i zaczęli mnie ciskać, gratulować i zasypywać pytaniami.
-Dobra, cicho wszyscy!-Louis podniósł głos-Po kolei. Najpierw ja. Jak on się nazywa?
-Matt Anderson. Takie ciacho...-jęknęłam.
     W szale odpowiadania nie zauważyłam, że nigdzie nie ma Liama. Niestety, było już tak późno, że nie mogłam go poszukać. Inaczej nie wyspałabym się na randkę! Szybko wyszłam z willi chłopaków i udałam się do swojego domu. Wzięłam prysznic, umyłam włosy, przebrałam się w pidżamkę i odpłynęła w błogi sen...


-Randka z Mattem udała się wspaniale. On jest taki uroczy i słodki!-opowiadałam moim przyjaciółkom po powrocie-Najpierw zabrał mnie do kina a później na romantyczną kolację o jego domu!
-A co z Liamem?-spytała Pattie
-A co ma być?
-Przecież widać, że mu się podobasz. I ty o tym wiesz.-dodała Mollie-Pogadaj z nim
-No dobra, dobra, pogadam...-westchnęłam


-Liaś, Pattie wyszła z inicjatywą, że ci się podobam. Dziwne, nie?-zaśmiałam się, gdy weszłam do jego pokoju.
-No wiesz...-zarumienił się.
-Co?
-To nie była inicjatywa...-Payne był wyraźnie speszony tą całą sytuacją
-Chcesz mi coś powiedzieć..?-podniosłam brwi do góry w geście wyczekiwania.
-To była prawda. Kocham cię...-zbliżył swoje usta do moich, ale w ostatnim momencie go odepchnęłam.
-Słuchaj, to urocze, ale ja tego do ciebie nie czuję. Moją miłością jest Matt, a nie ty. Przykro mi...
-Wszystko ok. Wiedziałem, że tak będzie..-spuścił głowę.
-Ej, nie martw się. Uszy do góry!-uśmiechnęłam się-Jestem pewna, że kiedyś spotkasz swoją wielką miłość. Ale to nie będę ja.

                                                                 ♣♣♣

Badziewny ;______; Ale i tak prosze o komentarze!

Skarllex ♥

poniedziałek, 6 maja 2013

077. Zayn, part 2.

~ Drogi pamiętniku...


Och, ja już nie wytrzymuję. Najpierw tyle czasu męczyłam się, aby o nim zapomnieć. Mnóstwo czasu zajęło mi posklejanie mojego serca, które w jednej chwili rozbiło się na miliony kawałeczków! A wszystko przez ten jeden dzień! Najchętniej wymazałabym to z pamięci...

- [T.I.], dobrze się czujesz? Strasznie blada jakaś jesteś dzisiaj... Może lepiej nie idź dzisiaj do szkoły...- Powiedziała moja mama, gdy zobaczyła mnie w kuchni. Ale ja byłam już przygotowana i ani myślałam, aby wrócić do łóżka! Z resztą, kujonki zapewne tak mają.
Dodatkowej otuchy dodawała mi myśl, że w szkole spotkam JEGO. MOJEGO ukochanego. Jak się potem okazało, FAŁSZYWĄ ŚWINIĘ!
W szkole dzień jak codzień. Kolejne nudne lekcje, które dla mnie były nadzwyczaj fascynujące, hałaśliwe przerwy, podczas których siadałam w kącie i czytałam... Byłam odwrotnością całego świata.
Przez cały dzień nie spotkałam Zayna. A szkoda, zależało mi na tym.
Wychodząc ze szkoły, wiadomo, po zostaniu na tysiącu dodatkowych zajęć, kółek tematycznych itp., usłyszałam znajomy głos. Głos Zayna.
- No dalej, pocałuj mnie.- Wychyliłam się zza szafek, ale tak, aby mnie nie zauważył.
- Ale Ty masz przecież dziewczynę...- Powiedziała blondynka, którą przycisnął do ściany.
- Dziewczynę?
- No, [T.I.].
- Serio sądzisz, że ze sobą chodzimy?!- Zaśmiał się.
- A nie?
- Oczywiście, że nie! Jestem z nią tylko po to, aby mieć zawsze materiał na lekcje, a potem dobre oceny na koniec, nic przy tym nie robiąc.
- Sprytne. Ale czy ona nie powinna o tym wiedzieć? Pomyśl sobie, co ona sobie pomyśli, gdy to usłyszy. Jak się poczuje...
- Ona nic nie czuje. Jest jak cyborg. Jest po prostu głupią, tępą maszyną, którą wykorzystuję. A teraz daj buzi.- Wbił się namiętnie w jej usta, a ona odwzajemniła pocałunek. Odruchowo dotknęłam ręką swoich warg. We mnie aż kipiało ze złości. We łzach pobiegłam do domu.
 Nazajutrz był ważny sprawdzian. Powiedziałam sobie, że nie dam się omamić jakiemuś głupiemu chłopakowi, nie jestem robotem! Podałam mu złe odpowiedzi. Niestety to nie był dobry pomysł...
Dzień oddania sprawdzianów. Ja oczywiście dostałam "A". Zayn "F". Wściekł się na mnie  za to.
- Ups, chyba złe odpowiedzi Ci podałam.- Zachichotałam.
- Pożałujesz.- Powiedział, zerwał się i nie zważając na uwagi nauczyciela, wyszedł.
Kolejny dzień. Weszłam do szkoły. Wszyscy się na mnie dziwnie patrzyli i śmiali się ze mnie. Czułam się okropnie! Nie wiedziałam nawet, o co im chodzi! W końcu podeszła do mnie jedna dziewczyna i wszystko mi wytłumaczyła,
Okazało się, że Zayn rozpuścił okropne plotki na mój temat. M. in. to, że całuję jak ślimak czy że nadal bawię się lalkami Barbie i one zastępują mi znajomych. To wszystko była nieprawda! Ale oni nie chcieli mi wierzyć. Wierzyli temu oszustowi. W dodatku, gdy na lekcji podszedł do tablicy, odwrócił się, powiedział, że z nami koniec, jestem do niczego, po czym na tablicy napisał "We are never ever getting back together". Rozpłakałam się i uciekłam do domu.

Po tych wydarzeniach przestałam chodzić przez jakiś czas do szkoły, cały czas miałam wagary, dopóki mnie nie złapała policja. Po tym miałam nauczkę.


A teraz co? Ledwo, co się po tym debilu otrząsnęłam, a on znowu pojawia się w moim życiu. Mówi, że mnie kocha, abyśmy do siebie wrócili. Że żałuje swojego błędu. Że się poprawi. Ale ja mu nie wierzę. Parszywa świnia. Jeszcze nie wie, z kim zadarł.
Ale jednak jest jakaś część mnie, która nadal go kocha. Sama nie wiem, co powinnam zrobić...~



Zamknęłam pamiętnik, bo usłyszałam pukanie do drzwi. Otworzyłam je i ujrzałam JEGO. Z jednej strony byłam bardzo szczęśliwa, że przyszedł. Że jednak mu na mnie zależy. Chyba...
A z drugiej aż syczałam z nienawiści. Emocje mną tak szarpały, że nie mogłam ich opanować.
- [T.I.], przepraszam...- No i znowu ten sam temat. Mam już tego dosyć. Ale nie chcę, aby przestał...


~*~


No, taki dziwny wyszedł. Będzie jeszcze jedna część. A wy, co sądzicie? Podoba się? I chcecie, aby oni byli na koniec razem czy aby się rozeszli? Czekam na wasze propozycje.

CZYTASZ = KOMENTUJESZ.


Z kim kolejny imagin?
O Bosz, ale leje -,- No i cały czas się błyska!
See you <3
Wika.

niedziela, 5 maja 2013

076. Zayn part 2.

Jestem :) Proszę o komentarze! To tylko chwilka a bardzo motywuje! xx

~~*~~
-Zayn?-zapukałam do jego drzwi i pociągnęłam za klamkę. Najwidoczniej się zamknął-Zayn, proszę cię, otwórz. Chcę pogadać...
-Zostaw mnie samego. Nie zrozumiesz o co mi chodzi-jego głos był załamany. Wydawało mi się, że płakał.
-Nie zrozumiem, jeśli mi nie powiesz. Zayn, otwórz.-pozostawałam nieugięta
-Nie. Powiedziałem, idź.-wtedy wpadłam na genialny pomysł. Malik zawsze zamykał się w pokoju i wyjmował klucz, ale ja miałam jeden, zapasowy. Dał mi go rok temu, gdyby coś się stało. Delikatnie włożyłam go do dziurki i przekręciłam najciszej jak umiałam. Nacisnęłam na klamkę ponownie i drzwi uległy, otwierając się bez najmniejszego skrzypnięcia. Czarnowłosy leżał na łóżku plecami do góry, głowę miał przekręconą w stronę lewej ściany, przeciwnej do drzwi.

                                             *Perspektywa: Zayn*

     Obróciłem się, kiedy obok mnie ugiął się materac. Siedziała na nim [T.I], przyglądając mi się z troską. Jak ona to zrobiła?! A no tak, kluczyk...
-Nie słyszałaś, co do ciebie powiedziałem?-podniosłem się do pozycji siedzącej.
-Słyszałam.-odpowiedziała-Ale się do tego nie zastosuję.-odgarnęła kilka kosmyków włosów, które spadły niesfornie na jej czoło-Proszę, powiedz, co ci jest? Przez ostatnie kilka dni dziwnie się zachowujesz.
-Nie zamierzasz odpuścić?-spytałem z nutką nadziei w moim drżącym głosie.
-Nie.
-No dobrze, ale nikomu o tym nie mów. Obiecujesz?
-Obiecuję-podniosła dwa palce prawej ręki w górę.
-Od jakiegoś czasu mnie i Perrie się nie układa...
-Dało się zauważyć...-przewróciła oczami
-Nie przerywaj!-syknąłem-Ona staje się o wszystko zazdrosna. Zrobiła mi awanturę, że odkąd przyjechałaś, "nie mam dla niej czasu i zajmuję się tylko tobą". Ale to chyba normalne, w końcu nie widzieliśmy się przez dość długi okres czasu.
     Gdy chciałem zabrać ją na jakąś kolację:właśnie dzisiaj, powiedziała, że już jest umówiona z Jaymi'm, moim kuzynem. Powiedziała też, że on na pewno lepiej się nią zajmie i że to koniec-po moim policzku popłynęła słona łza, która natychmiast została starta przez kciuk [T.I].
-Ej, nie płacz...-uśmiechnęła się w geście pocieszenia.-Ona nie była ciebie warta. Ale jeśli ją kochasz to idź i walcz!
-No i właśnie tu jest problem. Ja jej nie kocham.
-Nie widzę problemu...-podniosła jedną brew do góry i spojrzała na mnie jak na idiotę.
-Mogę cię o coś spytać?
-Jasne.
-Co mam zrobić, jeśli zakochałem się w jakiejś dziewczynie, ale jestem prawie pewien, że ona nie czuje tego samego do mnie?-spuściłem wzrok i pociągnąłem nosem.
-No cóż...-dziewczyna wstała i usiadła na parapecie zachodniego okna-Nie dowiesz się, jeśli jej tego nie powiesz. Najwyżej Ona ciebie nie kocha.
-Tego się właśnie boję! Nie rozumiesz-spojrzałem na nią-Ona jest dla mnie najważniejsza!
-Znasz już moją opinię, Zayn. Powiedz jej to, a się przekonasz!-spojrzała na zegar wiszący na ścianie-Już późno, pójdę do domu. Dobranoc.
-Czekaj!-zdążyłem powiedzieć to, zanim otworzyła drzwi wejściowe.
     Wstałem  z łózka i podszedłem do niej. Położyłem ręce na jej biodrach, przyciągnąłem do siebie. Spojrzałem jej głęboko w oczy i powiedziałem:
-To o Ciebie mi chodziło, [T.I]. Ciebie kocham. Już od dawna...-złożyłem na jej ustach delikatny, ale namiętny pocałunek, który oddała.

~~*~~
Trochę nie wyszedł, ale cóż...
Mam dwie sprawy:
1. Chciałabym was serdecznie zaprosić na mój blog. Dziewczyna ma na imię Savannah, jest... Jakby to powiedzieć... Agresywna. Dostaje rozkaz zabicia pewnego chłopaka. Gdy próbowała to zrobić nagle zmiękła i tylko go pobiła, a ten się w niej zakochał i ją odnalazł. Będzie ją śledził, od jej przyjaciółki groźbą zdobędzie numer telefonu Savi. Green nie spodziewa się, że spotkanie z prześladowcą przyniesie taki rezultat. Proszę o komentarze, oto MÓJ BLOG!
2. Jeśli przeczytałeś/aś, zostaw po sobie chociażby króciutką opinię :)

Do następnego! :)
Skarllex ♥